Reportaż Pani Brygidy Grysiak, pochodzący z naszej nowej książki “Śmierć warta zachodu”, opublikował na swojej stronie portal TVN 24.pl

Każdy zakupiony egzemplarz książki to wsparcie dla naszych Podopiecznych. Książkę można zakupić TUTAJ Poniżej prezentujemy fragment reportażu pt. “Zawsze na niego czekała”

Jest niedziela. Wielkanoc, świętują nasi prawosławni przyjaciele. Podczas pandemii światu grozi “jeszcze gorszy wirus: obojętnego egoizmu” – mówi papież Franciszek. “Nadszedł czas, by usunąć nierówności, uzdrowić niesprawiedliwość, która podważa u podstaw zdrowie całej ludzkości” – apeluje. Bo przecież z każdego zła może urodzić się dobro. W Kościele katolickim Niedziela Bożego Miłosierdzia. W wielkich świątyniach – pięcioro wiernych. Nie więcej. Nie pada. Nie ma słońca. Zachmurzenie małe, miejscami umiarkowane. Ministerstwo Zdrowia przekazuje, że obecność koronawirusa w Polsce potwierdzono u 545 osób. To najwięcej od początku pandemii. Łącznie liczba odnotowanych zakażeń wzrosła do 9287. Ministerstwo Zdrowia informuje o śmierci 13 osób. Łącznie zmarło ich już w Polsce 360. 360 rodzin straciło kogoś bliskiego. Mamę, tatę, babcię, dziadka, córkę, syna, miłość swojego życia.

Na całym świecie potwierdzono ponad 2 miliony 300 tysięcy zakażeń. Zmarło ponad 160 tysięcy ludzi. 160 tysięcy rodzin straciło kogoś bliskiego. Mamę,tatę, babcię, dziadka, córkę, syna, miłość swojego życia. Wszyscy umierali w samotności. Jest niedziela.

W telewizji mówią, że koronawirus zamknął w domu już prawie 4 miliardy ludzi. Rolling Stones właśnie zagrali koncert on-line. Każdy ze swojego domu. Życie przeniosło się do sieci. Bardziej niż wcześniej. I bardziej na serio. W sieci lekarze i pielęgniarki proszą o sprzęt i szacunek. W Polsce nie brakuje respiratorów. Brakuje rąk do pracy w domach opieki dla starych ludzi. Pielęgniarki dostają wezwania. Jak w wojsku. Prokuratura grozi lekarzom paragrafami. Na ekranie.

Wszędzie szyją maseczki. W kwiaty i kratę, czasami gładkie z kieszenią na filtr, czasami bez.

Jest niedziela. Dzwonię do Anny. Do Węgorzyna, niewielkiego miasteczka na Pomorzu Zachodnim. Anna też szyje maseczki. Szyją je razem z koleżanką. Odkąd pierwszy raz usłyszały, że maseczek brakuje, a jak nie brakuje, to nie każdego na nie stać. Szyją więc i rozdają.

– Moja koleżanka dostaje materiały od różnych ludzi – mówi. – A potem my szyjemy w domu i rozdajemy. Do szpitali, do fundacji różnych albo mieszkańcom rozdajemy po prostu, po sąsiedzku. Oni też potrzebują. Każda szyje w swoim domu – dodaje.

– Ile już uszyłyście? – pytam.

– Ja szyłam jakieś dziesięć maseczek na godzinę – mówi po chwili. – Na początku liczyłyśmy, ale po stu osiemdziesięciu przestałyśmy – powiedziała. Mówi, że od początku pandemii mogły uszyć kilkaset, może nawet więcej niż tysiąc maseczek. Z tunelem na drucik, żeby się lepiej trzymały. Z kieszonką na filtr, bo te bez filtra chronią mniej. Anna mówi, że lubi szyć maseczki.

Pytam, czy mogę je zobaczyć. Przymierza i pozuje do kamery w komputerze. Śmieje się. Ma piękne, dobre oczy. Dzięki maseczce są jeszcze bardziej wyraziste. Jest drobna, ma czarne włosy spięte w kucyk, kwiecistą koszulę i bardzo pogodną twarz. Jedenaście lat temu jej mąż zginął w Afganistanie. Gazety pisały, że została sama z trójką dzieci. Została z pięciorgiem. Bo oprócz Kamila, Kuby i Kacpra były jeszcze Magda i Asia – córki siostry jej męża. Ich tata zginął w wypadku, a mama nie mogła się nimi zajmować………WIĘCEJ