(…)

Krzysztof często mówił o śmierci. Nie, nie w żartach, zawsze poważnie. Mówił, odkąd się poznali. A to było jeszcze w podstawówce. Patrycja miała 13 lat, on 15. Już wtedy zostali parą. Któregoś dnia przyszła do domu, przejęta cała, i wyznała, że Krzysio powiedział, że długo nie będzie żył, a jak umrze, to cała Polska przyjedzie na jego pogrzeb. W maju 2007 roku przyjechali generałowie, politycy, urzędnicy, policjanci, były salwy honorowe. Żegnano trzydziestoletniego policjanta, który zginął kilka dni wcześniej w wypadku samochodowym. To był pościg, chciał złapać włamywaczy, którzy napadli na miejskie delikatesy. 

(…)

Zawsze kiedy wracał ze służby, mówił, co się działo. Roztrzęsiony był, kiedy interweniował w domach, w których dzieci były bite i maltretowane. Zdarzało się, że ktoś wyskoczył do niego z nożem, z siekierą albo pościg był, ktoś drogę zajechał. Mówił, że śmierć widział wiele razy, i powtarzał, że może ze służby nie wrócić. Patrycji wyjaśnił, gdzie ma go pochować.

(…)

Zosia taty nie pamięta, miała niewiele ponad dwa miesiące, kiedy tata umarł. Anielka też nie pamięta. Zosia zna tylko opowieść o tacie. Anielka bardzo późno zaczęła mówić, kiedy tata odszedł, to umiała tylko: mama, tata. Jednak język migowy miała opanowany do perfekcji. Przez pierwsze tygodnie od śmierci, od razu po przebudzeniu mówiła: tata? Kiedy babcia jej powiedziała, że tata jest w niebie, wyłaziła z łóżeczka i jednym susem już była przy balkonowym oknie. Patrzyła w niebo, machała rączką, jakby chciała tatę przywołać.

Fragmenty pochodzą z albumu „Dorosnąć do śmierci” autorstwa Magdaleny i Maksymiliana Rigamonti

Aniela ma dziś 17 lat, Zosia – 11. Opiekujemy się nimi od 2014 r.