Dziś w Polska Times Metropolia Warszawska ukazał się artykuł z wywiadem Fundacji Dorastaj z Nami. Fundacja Dorastaj z Nami zakończyła właśnie pierwszy cykl warsztatów dla rodziców o nastolatkach. Omawiane zagadnienia dotyczyły m.in. sposobów komunikacji. O tym, jak ważny to temat, wie każdy rodzic, nad którym wisi widmo porozumienia się z nastolatkiem w świąteczny czas. Dlatego poprosiliśmy eksperta Fundacji Dorastaj z Nami, Panią Martę Wrzosek pedagoga, doradczynię zawodową i wieloletnią działaczkę społeczną o odpowiedzi na kilka ważnych pytań.

Od kilku lat Fundacja Dorastaj z Nami i Centrum Weterana Działań Poza Granicami Państwa organizują cykliczne warsztaty niosące pomoc rodzinom poszkodowanych i poległych na służbie strażaków, żołnierzy, policjantów, ratowników górskich i innych funkcjonariuszy. Konsultacje oraz ćwiczenia terapeutyczne, prowadzone przez doświadczonych psychologów i trenerów, wpierają osamotnionych rodziców i osierocone dzieci w zmaganiach z traumą utraty bliskich, długotrwałą rozłąką, niekontrolowanymi emocjami, niepełnosprawnością czy wychowywaniem i dojrzewaniem w cieniu rodzinnej tragedii. Efektem tych spotkań są m.in. publikacje z serii Porozmawiajmy opraktyczne poradniki dotyczące rozwiązywanych podczas warsztatów problemów. Ich autorami są, nie może być inaczej, terapeuci, którzy prowadzili zajęcia. Dwa ostatnie spotkania, związane z budowaniem właściwych relacji z nastolatkami,  odbyły się pod czujnym okiem pani Marty Wrzosek – pedagoga i działaczki społecznej. W najbliższych dniach ukaże się pierwszy poradnik Pani Marty pt. Rozmowy z nastolatkami. Wszystkie publikacje z serii Porozmawiajmy o dostępne są bezpłatnie TUTAJ

Poniżej cytujemy cały wywiad.

Anna Pykało (Fundacja Dorastaj z Nami):

– Świąteczny okres, który powinniśmy spędzić z rodziną w miłej atmosferze, nie dla wszystkich rodzin jest prosty. Rodzice często borykają się z trudnymi reakcjami swoich dzieci. Często staczają nierówne boje o zwyczajne, wydawałoby się, rzeczy, takie jak pomoc przy sprzątaniu czy gotowaniu. Jak nakłonić nastolatka do współdzielenia przedświątecznych obowiązków?

Marta Wrzosek:

– Zastanawiałam się nad tym problemem także w kontekście osób dorosłych. Każdy z nas ma coś takiego, że jak się zabiera do świątecznych porządków, to mu się od razu odechciewa. My dorośli znajdujemy w sobie siłę przekonań, które pozwalają nam w pełni zaangażować się w przygotowywanie świąt. Zwyczaj, tradycja, spotkanie z rodziną. Nastolatkowie jeszcze tego nie mają. Nie posiadają takiej perspektywy, presji zewnetrznej, że będą się przed kimś wstydzili z powodu bałaganu. Dla nich to wszystko, co nas napędza, to nie jest wartość. Dlatego pomyślałam, że własnie warto z tego zrobić wartość. Fajnym rozwiązaniem jest zrobić z tego wspólne wydarzenie rodzinne.

– Czyli stanie nad nastolatkiem i ciągłe nagabywanie go nie jest dobrym rozwiązaniem?

– Nawet dorosły człowiek, jak by mu mówić: „weź posprzątaj, no weź posprzątaj”, miałby od razu odruch protestu, buntu, niezgody na zarządzanie jego czasem i brak szacunku dla jego planów.

– To jakie mamy wyjście?

– Zróbmy sobie weekend przedświąteczny, grudniowy, rodzinny, gdzie wszyscy sprzątamy, np. w sobotę planujemy: „słuchajcie ten weekend poświęcamy na sprzątanie, no dobra, jest do zrobienia to, to, to” i dzielimy pomiędzy siebie pracę. Stwórzmy sobie z tego coś fajnego, co będzie naszym zwyczajem, np.: „w pierwszą sobotę grudnia przed świętami zawsze robimy duże rodzinne porządki”. Tego dnia zróbmy specjalne zakupy na ten dzień i kiedy porządki będą już zakończone, wieczorem zasiądźmy do wspólnego kakao z ciastem. Chodzi o coś takiego, na co będziemy czekać i co roku celebrować.

 Podział obowiązków jest ważny, ale czy powinniśmy stworzyć dokładny plan, harmonogram – co, kiedy i kto zrobi? Być może powinniśmy liczyć jednak na domyślność naszych pociech lub wręcz wymagać od nich ciągłej dyspozycyjności?

– Wymaganie ciągłej dyspozycyjności to brak szacunku. Zresztą z nastolatkiem to po prostu nie przejdzie. I tu wracamy do pytania o nasz cel. Czy my stawiamy sobie taki cel, żeby zgodnie z planem, harmonogramem, każdą szafkę po kolei wyczyścić, czy też chodzi o to, że mieszkanie ma być jako tako ogarnięte, a nasz cel jest tak naprawdę wychowawczy, bo razem podejmujemy jakąś aktywność, razem coś robimy, razem sprzątamy, razem jesteśmy odpowiedzialni za nasz dom. Jeśli rozpiszemy to w suchym harmonogramie, to zrobi się z tego kolejne polecenie do wykonania, obowiązek, a co za tym idzie potrzeba kontroli z naszej strony.  Podejdźmy do tego inaczej. Jeśli zrobimy z tego wspólne wydarzenie rodzinne, to właściwie nie ma się przeciwko czemu buntować.

– Kiedy już wszystko lśni a potrawy tylko czekają na gości i pierwszą gwiazdkę, napotykamy kolejny problem – ubiór. O ile młodsze dzieci poddają się wyborom rodziców w kwestii tego, co założyć na siebie na wigilię czy świąteczny obiad, o tyle nastolatki walczą jak młode lwy.

– Odetnijmy przed świętami Instagrama, odetnijmy Pinteresta, odetnijmy sobie „z głowy” wszystkie te portale społecznościowe, wszystkie strony internetowe, na których są idealnie wykreowane rodziny, pięknie ubrani młodzi ludzie w garsonkach i garniturach, pięknie zaaranżowane przez projektantów wnętrza, ludzie oprószeni śniegiem….. (śmiech) – to jest fikcja, to się nie dzieje, normalna rodzina tak nigdy nie wygląda. O ile jeszcze małe dzieci ubierzemy w słodkie ubranka z reniferkami, o tyle zmuszenie nastolatka do konkretnego ubioru jest trudne i bezcelowe. Zadajmy sobie pytanie – po co? Dlaczego chcemy go wcisnąć w jakiś mundurek, dlaczego każemy mu zakładać ubrania, które robią z niego kogoś, kim nie jest.  Porozmawiajmy z nastolatkiem wcześniej, zapytajmy: „jak myślisz, co fajnie byłoby założyć na wigilię?”. Zastanówmy się nad tym wspólnie: „jedziemy do cioci, jedziemy do babci, „w czym będzie Ci wygodnie, w czym będziesz się dobrze czuł?”. Może rozwiązaniem będzie, jeśli wybierzemy się wspólnie na zakupy i kupimy sobie wszyscy coś, żeby na święta wyglądać ładnie i elegancko. Naprawdę uszanujmy styl i gust młodych ludzi a nawet potraktujmy to jako taki ciekawy eksperyment – pokażemy dziadkom, jak też ta młodzież się w tych czasach ubiera.

– Więc jak przekonać nastolatka, żeby jednak zrezygnował z koszulki z czaszką?

Na pewno dużo więcej załatwimy na drodze spokojnej rozmowy niż używając argumentów: „nie wolno, nie rób tego, będę się wstydzić za ciebie, jak ty wyglądasz…”. Jeżeli będziemy stosować takie sformułowania, to zamkniemy natychmiast proces komunikacji. To spowoduje na pewno bunt i dziecko założy jeszcze krótszą koszulkę albo na węższych ramiączakch, albo z czterema czaszkami (śmiech). Jeśli nie możemy zupełnie zaakceptować tego, co włożył nasz nastolatek, spróbujmy raczej się odwołać na zasadzie porozumienia, z uśmiechem: „czy ci nie będzie za zimno?” lub żartu, prowokacji : „jeśli pójdziesz tak do dziadków, to ja ubiorę się identycznie, jak przyjdą Twoi koledzy”. Wybierzmy raczej drogę uśmiechu, rozmowy, pójścia na kompromis niż nerwowego komunikatu: „tak nie pójdziesz ubrany, tego na pewno nie zrobisz”, bo owszem zrobi i ubierze albo nie pójdzie w ogóle. I przed samym wyjściem będzie dwugodzinna kłótnia.

– Opłatek, piękny zwyczaj rozpoczynający wigilijną kolację, to bardzo często trudna, zawstydzająca sytuacja dla młodego człowieka. Czy należy go zmuszać do składania i przyjmowania życzeń?

– Opłatek to trudny temat. Tak naprawdę wielu dorosłych ma z tym ogromny problem. Dla wielu z nas jest to moment trochę zawstydzający, trochę krępujący, np. kiedy rozmawiamy z bardzo ważnymi członkami rodziny ogarnia nas silne wzruszenie i jest to dla niektórych osób kłopotliwe. Więc nie dziwmy się, że jeżeli my nie pracujemy z naszymi nastolatkami na emocjach, jeśli rozmawianie o emocjach i przeżywanie emocji, np. wspólnego wzruszenia, nie jest naturalne, to nastolatek nie będzie rozpoznawał tych reakcji, będzie je w sobie blokował, będzie się czuł zdezorientowany, zawstydzony i w związku z tym będzie ich unikał. Będzie odchodził na bok, wyduszał z siebie zdawkowe: „życzę Cioci zdrowia”. W ogóle to wymaga pracy dużo wcześniej niż w momencie samego dzielenia się opłatkiem. Jeżeli jest taka sytuacja, że już dziś, za chwilę, ma dojść do składania życzeń, a nastolatek się wycofa, to absolutnie, pod żadnym pozorem, nie zmuszajmy go, żeby obcałowywał całą rodzinę i składał życzenia. Dla nas, jako dla dorosłych, jako dla rodziców, to powina być bardzo ważna informacja :„mój syn, córka, nastoletni człowiek, nie potrafi, nie umie, nie czuje się dobrze w tej sytuacji”. Mamy najbliższy rok na to, żeby to przepracować, żeby rozmawiać, żeby później tę sytuację przerobić, nie teraz – jak barszcz stygnie i goście siadają do stołu. Teraz dajmy już sobie spokój, powiedzmy dziadkom, czy innym członkom rodziny: „oj, on chyba się trochę zawstydził, zmieszał, będzie inna okazja, to sobie pożyczycie”. I usiądźmy do stołu, na spokojnie, w dobrej atmosferze, nie róbmy z tego afery, nie róbmy awantury czy fochów. Potem przegadajmy to, wróćmy do tego, zapytajmy: „dlaczego nie chciałeś, czy wstydziłeś się, czy nie wiedziałeś, co powiedzieć?” Zapytajmy go: „dlaczego to dla ciebie jest krępujące?”, zobaczmy, co nam powie na ten temat i wykorzystajmy to do pracy, bo te życzenia to jest ważny i piękny moment. Nawet jeżeli trochę popłaczemy przy nich, nawet jeżeli życzenia są trochę toporne, to są ważne i doprowadźmy do tego, żeby nasz młody człowiek potrafił je składać.

– Z tradycją Świąt Bożego Narodzenia nieodłącznie wiążą się prezenty. Co dać nastolatkowi, czy mogą być to pieniądze w kopercie, czy jednak tradycyjny szalik w błyszczącym papierze?

– Prezenty to długi temat i przyznaję, że mam tu może trochę nietypową opinię. Oczywistym jest, że święta uległy komercjalizacji niepojętej i przyznam, że ja nie jestem zwolenniczką tego, żeby pisać listy do Świętego Mikołaja, które wyglądają jak lista zakupów. Nie jestem zwolenniczka tego, żeby dzieci pod choinkę dostawały ogromne, bardzo drogie prezenty. Uważam, że to nie jest okazja ku temu, szczególnie jeśli chodzi o nastolatków. Osobiście jestem zwolenniczką tego, żeby odchodzić od konwencji dawania sobie prezentów dużych, drogich. Namawiam bardzo do tego, żeby prezent to był symbol, żeby to było coś zupełnie maleńkiego. Niech to będzie ulubione ciasto, słodycz, czy coś zrobionego ręcznie przez nas, wydzierganego, upieczonego, namalowanego. Niech to będzie jakiś wspólny żart rodzinny, np. niech każdy znajduje pod choinką parę skarpetek w ulubionym kolorze, czy ze zwierzątkiem, które go symbolizuje, drobiazg. Zaoszczędzone pieniądze wykorzystajmy na coś mądrzejszego, na lepszy cel. Na wspólny zakup rodzinny czegoś, czego wszyscy potrzebujemy, na coś do domu, może na fajny wyjazd wakacyjny, może na cel edukacyjny albo moja ulubiona opcja – po prostu na cel charytatywny.

– Czyli nie jest Pani zwolenniczką dawania pieniędzy w kopercie?

– Nie, zdecydowanie nie. Nie widzę w tym żadnej idei, żadnego celu wychowawczego, a widzę cel w uczeniu, że są ważniejsze rzeczy, ważniejsze wartości. Ważne jest oddawanie części siebie światu, ważne są działania charytatywne, ważne jest to, żeby robić coś istotnego dla ludzi. Święta są ku temu przepiękną okazją.

– Jeśli już zdecydowaliśmy się na dawanie tylko prezentów a nie pieniędzy, bardzo często bywa tak, że wspomniany przeze mnie szalik nie jest wymarzonym podarunkiem. Jak nauczyć nastolatka przyjmowania prezentów, także tych nietrafionych?

– To jest taka rzecz, która spowodowała właśnie, że ja tak bardzo przychylam się ku poprzedniej opcji. Sama miałam wiele problemów z nietrafionymi prezentami, byłam więźniem źle dobranych prezentów. Jeśli jednak chodzi o to, jak nastolatek ma przyjmować prezenty, nauczmy go po prostu grzeczności. Nauczmy go, żeby się uśmiechnął i podziękował, żeby docenił gest. Jest to praca, którą musimy wykonać wcześniej, przy wigilijnym stole będzie już za późno. Ale nie jest niczym złym nauczenie dziecka asertywnego komentarza: „dziękuję Ci Ciociu za ten prezent, trochę nie w moim guście, jeżeli Cioci nie będzie przeszkadzało, to ja sobie wymienię np. na mój kolor”. Dobrze, aby dziecko umiało to powiedzieć w taki sposób, aby nikogo nie zranić. Zadbajmy też o to, abyśmy my  dorośli dawali dobry przykład, jak przyjmować prezenty, jak się nie obrażać na siebie nawzajem wtedy, kiedy coś idzie nie po naszej myśli i dopiero potem, na samym końcu, wymagajmy od nastolatka.

– Zmorą rodziców jest ciągłe bycie nastalatków on-line, nawet przy wigilijnym stole. Czy powiniśmy dzieciom postawić jakieś wyraźne granice, oczekiwania dotyczące zachowania przy stole w tak ważnym dniu?

– Zmorą, powiedziałabym, dzisiejszego świata jest ciagłe bycie on-line, i tutaj ponownie, nawiązując do poprzedniej myśli, najpierw wymagajmy od siebie, potem od nastolatka. Jeżeli my odbieramy przy stole wigilijnym cały czas telefon od cioci i rozmawiamy, zagłuszając rozmowy przy stole,  to nie wymagajmy, żeby nasze dziecko odłożyło telefon. Pogadajmy o tym, ustalmy to z nastolatkiem, ustalmy taką zasadę: „wszyscy odkładamy telefony na dwie godziny. Potem przyjmijmy to, że nastolatek to jest młody człowiek, który ma swoje życie, swoich przyjaciół – miejmy nadzieję, że ma, przecież wspaniale, że ma – pozwólmy mu pójść spokojnie do pokoju, odpisać na życzenia, które dostał. Przecież to jest fajne, to jest w porządku. Ustalmy, że telefonu nie używamy, ale wszyscy. Ustalmy, że o godzinie 20 jest OK, jeżeli się pożegna, wstanie od stołu, wtedy skorzysta z telefonu. Ustalmy słowo klucz, hasło, które rzucimy jak już atmosfera będzie siadała, które rzucimy, patrząc na naszego nastolatka i wtedy będzie wiedział, że może  pożegnać się i ruszyć, zająć się telefonem. Jestem absolutną zwolenniczką tego, żeby korzystać z telefonów w ograniczony sposób, zgodnie z zasadami wspólnie ustalonymi i z zasadami, które obowiązują wszystkich, nas dorosłych też.

– Jesteśmy już po opłatku, po życzeniach, po prezentach i zaczynają się dyskusje przy stole. Nastolatki miewają kontrowersyjne poglądy. Jak zapobiec katastrofie, kiedy młody człowiek wypowiada się dość radykalnie na pewne tematy, a przy stole siedzą przedstawiciele starszego pokolenia, którzy mają zdanie, delikatnie mówiąc, odmienne.

– Po pierwsze, to czego się będę trzymała, to „dawaj dobry przykład jako dorosły”. Pokaż sam, jak prowadzić miłe, grzeczne rozmowy rodzinne. Jeżeli starsze pokolenie wypowiada agresywne komunikaty, nie dziwmy  się nastolatkowi, że będzie chciał bronić swoich pogladów, swojego zdania. My zwracajmy uwagę, ale nie tylko nastolatkowi, również cioci, czy wujkowi. Są takie tematy, których się przy stole świątecznym nie porusza, bo prowadzą do kłótni, bo są kontrowersyjne. Pomóżmy naszemu nastolatkowi, przerywajmy takie rozmowy, jednocześnie jednak dajmy mu się wypowiedzieć. Czyli sami bądźmy przykładem tego, jak moderować taką rozmowę, która będzie przyjemnościa dla wszystkich. Zachęcajmy naszego nastolatka do wypowiedzi, zapytajmy go o zdanie, czemu nie. Niech powie, co myśli, nawet jeżeli to będzie kontrowersyjne, to jeżeli będzie wyrażone w grzecznych słowach, wydaje mi się, że dla wszystkich dorosłych będzie też ciekawe, co teraz myśli młode pokolenie. Jeśli zaś pójdzie to w niebezpieczna stronę, my sami świećmy przykładem. Przerwijmy w odpowiednim momencie, zmieńmy temat, pokażmy nastolatkowi, jak my potrafimy zachowywać się w takich sytuacjach społecznych, kiedy rozmowa robi się zbyt gorąca. Uczmy też naszego nastolatka asertywności i pomagajmy mu, kiedy, co się często zdarza, rodzina wyciąga od niego delikatne i wrażliwe informacje, np. „a jak tam twoja dziewczyna, twój chłopak?”. Często padają takie bardzo niezręczne i zawstydzające pytania. Powiedzmy wtedy nastolatkowi, jak się zachować: „Ciociu, dziadku – nie chcę o tym rozmawiać, ale za to opowiem Cioci o….”   Wspierajmy taką postawę.

– Pogaduszki dorosłych przy barszczu i uszkach ciągną się zazwyczaj godzinami. Jak długo nastolatek powinien siedzieć z nami przy stole, czy w ogóle powinniśmy wyznaczać taki graniczny czas?

– Ustalmy to wspólnie zawczasu i trzymajmy się tego, szanujmy naszego nastolatka, bo to jest już młody człowiek, który ma prawo w jakimś sensie decydować o tym, jak spędzać swój czas. Przecież on nie musi chcieć siedzieć przy tym stole godzinami, bo nie jest to dla niego fajne, staje się po prostu przykrym obowiązkiem, jeżeli się ciągnie godzinami. Zadbajmy o to wcześniej. Jeżeli kolacja wigilijna odbywa się u nas w domu, to umówmy się, kiedy będzie mógł wstać, pożegnać się i pójść do swojego pokoju. Jeżeli jedziemy do kogoś z wizytą, to ustalmy z nastolatkiem, ile godzin tam spędzimy, o której będziemy wracać i pilnujmy tego. Szanujmy to, że jest to młody człowiek, który ma prawo powiedzieć, co sprawia mu przyjemność, a co nie.

– Niewątpliwie dla wielu młodych ludzi święta to niełatwy czas. Jak możemy pomóc przetrwać dzieciom i nastolatkom świąteczne spotkania przy stole? W rodzinie moich znajomych utarł się zwyczaj, że w pierwszy dzień świąt, po uroczystym obiedzie, rodzina zasiada do wspólnej gry towarzyskiej razem z dziećmi, z nastolatkami, co też rozluźnia atmosferę.

– Bardzo fajny pomysł. To zresztą może być wspaniały, niebanalny prezent – kolejna gra do naszej rodzinnej kolekcji. Zdecydowanie odejdźmy od tej gorączki, gonitwy, zaliczania jak największej ilości domów na święta. To niczemu dobremu nie sprzyja, to generuje stres, pośpiech, niezdrowe emocje. Niektóre wizyty można przecież odłożyć na później. To dla nas też nie będzie satysfakcjonująca wizyta – całowanie się nad kolejnym sernikiem i gnanie do następnego.

– Czego możemy życzyć czytelnikom Polska Times?

Życzmy tego żeby pośpiech, stres, nerwy i emocje nie przykryły nam tego co jest najważniejsze czyli rodziny i bliskich.

Pomóż dorosnąć dzieciom z Fundacji Dorastaj z Nami. Wejdź na stronę www.dorastajznami.org i zobacz jak to zrobić. Możesz też wpłacić darowiznę na konto NR 29 1030 1508 0000 0008 1545 4006 z dopiskiem „Święta”

czesc 2
« 2 of 4 »