14 grudnia 2025 r. schodząc ze szczytu Kozi Wierch, w kierunku Doliny Pięciu Stawów Polskich, kmdr ppor. Sławomir Gronowski usłyszał za sobą krzyk. Gdy się odwrócił, spostrzegł człowieka spadającego stromym zboczem prosto w jego stronę. Na podjęcie decyzji miał zaledwie kilka sekund. Choć rozsądek podpowiadał, by uskoczyć i uniknąć zagrożenia, u niego zadziałał instynkt odpowiedzialności za innych, gotowości do poświęcenia i przekonanie, że nikogo nie zostawia się w niebezpieczeństwie.
Dlatego kiedy w mroźne, grudniowe popołudnie kmdr Gronowski, zapalony taternik, zobaczył człowieka koziołkującego i nabierającego prędkości na stromym stoku, natychmiast ruszył w jego stronę, próbując zatrzymać spadające ciało. Siła pędu była jednak tak duża, że oboje zostali pociągnięci w dół zbocza. Po kilkudziesięciu metrach udało im się zatrzymać. Okazało się, że poszkodowaną była kobieta, którą chwilę wcześniej widział na szczycie. Miała widoczne obrażenia, krwawiła z nosa i ust, miała uraz głowy oraz kręgosłupa w odcinku szyjnym, a także poważnie połamaną rękę. Była nieprzytomna, nie reagowała na wołanie, a jej oddech był wolny i nieregularny.
Ze względu na duże nachylenie terenu i ryzyko dalszego zsuwania się, Gronowski poprosił o pomoc innych turystów, którzy zdążyli już wezwać pomoc. Razem wbili czekany w śnieg, tworząc punkty podparcia i stabilizując pozycję komandora i poszkodowanej. Ranną kobietę okryto puchową kurtką komandora. Ludzie, którzy byli świadkami zdarzenia także próbowali pomagać, oddając swoje ubrania do okrycia wychłodzonej kobiety.
Sam Gronowski cały czas podtrzymywał poszkodowaną, nie mogąc puścić jej ani na moment, ze względu na ryzyko dalszego osunięcia się w dół zbocza. Cała akcja, w którą ofiarnie zaangażowali się przypadkowi ludzie, trwała ponad godzinę, aż do przybycia ratowników TOPR.
Nie ma najmniejszych wątpliwości, że to właśnie dzięki determinacji i odwadze komandora Gronowskiego udało się uratować życie kobiety. Bo często tak bywa, że to postawa jednego człowieka, pociąga za sobą działania innych, mobilizując ogromną siłę i budząc ludzkie serca. Postawa jednego człowieka, który zapominając o sobie, daje przykład i uruchamia drzemiące w ludziach dobro.
Kmdr ppor. Sławomir Gronowski służbę w Marynarce Wojennej pełni od 25 lat, z czego 15 lat spędził na okrętach. To realizacja jego pasji i zainteresowań. Jednym z najważniejszych momentów jego kariery było objęcie stanowiska dowódcy ORP „Bałtyk”, co stanowiło spełnienie ambicji i zawodowych aspiracji.
Obecnie pełni funkcję Zastępcy Dowódcy OM ORP „Błyskawica”, gdzie wykorzystuje zdobyte doświadczenie i wiedzę, starając się dalej rozwijać, zarówno siebie, jak i załogę, z którą ma zaszczyt służyć. Od dziecka fascynował się żeglarstwem i ta pasja towarzyszy mu do dziś. W wolnym czasie nadal wypływa na morze.
Drugą jego wielką pasją są góry. Zdaniem komandora, zarówno na morzu, jak i w górach kluczowe jest poleganie na własnej wiedzy, doświadczeniu i umiejętnościach. Ale równie ważni są ludzie. Na morzu jest to załoga, a w górach partnerzy, z którymi się wyrusza w drogę. Wzajemne zaufanie i odpowiedzialność za siebie nawzajem, są w tych działaniach podstawą.
Rejs z jednego portu do drugiego można porównać do przejścia między schroniskami. W obu przypadkach potrzebne są przygotowanie, koncentracja, znajomość trasy i świadomość miejsc, w których można odnaleźć bezpieczne schronienie. Zarówno w żeglarstwie morskim, jak i w górach wciąż jest jeszcze bardzo wiele miejsc, które komandor Gronowski chciałby odwiedzić. Ma przed sobą ambitne plany i wyzwania, które chciałby zrealizować. I choć zdaje sobie sprawę, że nie sposób zobaczyć wszystkiego i być wszędzie, to właśnie ta droga, dążenie do kolejnych celów, daje mu ogromną satysfakcję.
,,Morze i góry to dla mnie nie tylko hobby. To sposób na życie. To one dają mi energię, motywację do działania i siłę do podejmowania kolejnych wyzwań, zarówno w służbie, jak i poza nią. Najważniejsze nie jest to, ile miejsc odwiedzimy, ale to, żeby nigdy nie przestać wyruszać w drogę.”