Nikt nie rodzi się bohaterem. I choć w teorii każdy może nim zostać, niewielu ma do tego odwagę. Mariusz był wyjątkowy. Pomimo znacznie utrudnionych warunków i znikomej ilości tlenu w płonącym mieszkaniu, rzucił się w ogień niosąc pomoc synowi przerażonego lokatora. Całe życie wierzył, że gotowość do poświęcenia i zapewnianie wsparcia innym są najważniejsze. Kierował się tymi przekonaniami do końca.

 

Mariusz Pasztetnik dość wcześnie stracił matkę. Zaraz po wyjściu z wojska przejął opiekę nad młodszą siostrą i zaciągnął się do straży pożarnej. Nie bał się odpowiedzialności ani ryzyka – radził sobie w ciężkich chwilach tak dobrze, jak umiał. W końcu udało mu się zarobić na dom. Jakiś czas później poznał Annę, swoją przyszłą żonę, z którą doczekał się córeczki Julii. Nie znosił momentów rozłąki. Bał się nawet, że mała o nim zapomni, gdy wyjeżdżał do Niemiec zbierać szparagi.

 

Dziś Julka jest już nastolatką – wysoką, wysportowaną i kochającą ruch, tak jak ojciec. Odwaga taty stała się dla niej inspiracją. Dziewczyna udziela się w Ochotniczej Straży Pożarnej w Minkowicach Oławskich, bierze udział w zawodach strażackich i z dumą nosi mundur galowy podczas uroczystości. Choć od czasu katastrofy minęło wiele lat, ojciec wciąż odwiedza i motywuje ją w myślach. „Tatuś cię kocha i niedługo wróci”, nagrywał się jej na kasetach wraz z wykonywanymi na gitarze utworami. Gdy odszedł na zawsze, pamiątki po nim stały się bezcenne.

 

Julka ma 17 lat. Opiekujemy się nią od 2012 r.